sobota, 11 maja 2013

Zjadłam tytuł ^^

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami (moje urodziny również ^^). W chwili obecnej nie myślę o niczym innym, niż poprawieniu ocen. Chciałam wyjść z gimnazjum z czerwonym paskiem, o co bardzo mocno się staram! Oczywiście, że nie siedzę właśnie na komputerze.. Trzymajcie wszyscy za mnie kciuki :p
W mojej głowie już lato :) Przed nami dwa wolne od nauki miesiące. Ale nim nadejdzie to wybawienie, przyjdzie nam się zmierzyć z pewną kwestią. Z rozstaniem z dotychczasową klasą. T_T Serce mi się kraja, na myśl o tym, że nasze kontakty mogą się urwać. Że przestaniemy się spotykać, przebywać ze sobą... Wszystkie drogi się rozejdą.. Jako jedyna z moich koleżanek, idę do innej klasy. Będzie mi trudno, ale cóż poradzę.. Gdyby moja znajomość z przedmiotów przyrodniczych nie była bliska zeru, również udałabym się na biol-chem ^^.
A teraz coś pozytywnego! :D
Yayyy! Jak ja się bardzo cieszę! Już za tydzień, jadę z moją klasą na zieloną szkołę :) Najbardziej cieszy mnie fakt, że spędzimy ze sobą całe 11 dni razem :)) Cel podróży - Pogorzelica ^^ Zapowiada się niesamowicie :)

Na sam koniec.. Nie byłabym sobą gdybym tego nie powiedziała, a więc..
Jak to dobrze, że K-POP istnieje ^^
Dziękuję, miłego dnia kochani :*

niedziela, 5 maja 2013

Kleju chyba też nie mogę robić ^^"

Ubzdurałam sobie, że zrobię paper mâché. Miałam gdzieś zakopane dwa przepisy i ostatecznie wybrałam wersję łatwiejszą, polegającą na smarowaniu "klejem" pasków gazety i jakimś takim... łączeniu ich. A zresztą sami sobie poczytajcie.
W każdym razie podczas wykonywania kleju zapomniałam dodać soli. Chyba powinnam sobie zrobić jakieś badania. Dlaczego ja ciągle zapominam o takich rzeczach?
W sumie nie wiem czy ta sól rzeczywiście odgrywała taką wielką rolę, bo jakoś wyszedł i bez niej. Tak swoją drogą, jeśli kiedykolwiek będziecie się bawić w robienie kleju mam dla was radę: NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wykonujcie go gdy inni są w domu. Ja tam byłam potwornie zadowolona, że wszyscy wyszli i nie mieli okazji zobaczyć jak mój klej zdobi kolejno ściany, podłogę, moje ubranie i posiekaną paprykę, która miała pecha leżeć sobie niedaleko. Ostatecznie w garnku zrobiła mi się papka, którą prędzej nazwałabym owsianką niż klejem, ale nic nie szkodzi. Grunt, że jakoś kleiło. Nawet za bardzo.
Następną godzinę spędziłam na brudzeniu siebie i "formy" obklejonymi paskami gazety. Potem, zgodnie z przepisem, wystawiłam moje dzieło na słoneczko i teraz cierpliwie czekam czy coś z tego wyjdzie.
Czuję się taka kreatywna ^^"

środa, 1 maja 2013

Zdecydowanie nie mogę robić ciast...

Zostałam namówiona do zrobienia ciasta, a konkretniej kopca kreta. Oczywiście z torebki, bo jestem zbyt leniwa, żeby tak robić od zera. Kto nigdy tego ciasta nie robił, niech poświęci kilka minut i przeczyta poniższe wytłumaczenie.
Pierwszy raz sama byłam zdziwiona. Ciasta jako takiego (w sensie... całego z kopułą) nie pieczemy. Najpierw robimy masę czekoladową, takie płaskie, brązowe coś wylewane na okrągłą blachę. I właśnie to wkładamy do piekarnika. Kiedy już się nam spali upiecze, wyciągamy, robimy dziurę na banany, wylewamy ubitą, sztywną śmietanę układając ją w kształcie kopuły i posypujemy tymi okruchami ciasta, które wcześniej  wykopaliśmy robiąc bananową trumnę.
Zaczęło się od tego, że spaliłam ciasto. Tłukłam właśnie głową w klawiaturę próbując wymyślić opowiadanie na angielski, kiedy sobie o nim przypomniałam. Na szczęście udało mi się je jakoś odratować, bo spaliło się tylko delikatnie na brzegach. Odprawiłam więc bananom pogrzeb i zabrałam się za ubijanie śmietany. I tu się zaczyna.
Na opakowaniu jest napisane, żeby śmietanę ubijać 5 minut na najwyższych obrotach. Kiedy po 10 minutach z zegarkiem w ręku mojej masie (której większa część przepuściła szturm na moje ubranie i podłogę przy okazji) ciągle bliżej było do cieczy, stwierdziłam, że coś jest nie tak. 5 minut i gamę przekleństw później uświadomiłam sobie dwie rzeczy.
1. Zaraz szlag mnie trafi.
2. Pokonała mnie jakaś cholerna śmietana.
Mam dość. Gnij tam sobie, durna maso. Nie lubię cię.

EDIT: Dałam złą śmietanę. Nieważne. I tak zakończyło swój żywot w koszu.