sobota, 2 listopada 2013

>:]

CODE18KH42

Po długich miesiącach wędrówki wśród pustkowi udało mi się nawiązać połączenie z internetem. Nie wiem gdzie jestem. Nic tu nie ma. Tylko piasek, piasek, piasek... Biały piasek. Białe niebo. Biały horyzont. Wszystko jest tu, kurwa, białe.
Przez pierwsze kilka dni
dni? miesięcy? godzin?
próbowałam ustalić kierunek i iść konsekwentnie do niego. Nic to nie dało. Mam wrażenie, że chodzę w kółko.
Dzisiaj
wczoraj? minutę temu?
zaczęłam kopać. tup Natrafiłam na opuszczoną bazę, pomieszczenie. Oczywiście tupu białe, jak wszystko w tym pieprzonym tup miejscu.
Ale był komputer tup. Złom jakich mało, ale tupu był. Okienko przeglądarki też.
Błagam, przyślijcie tup posiłki. Wyciągnijcie mnie stąd zanim zwariuję D:
tup
tupu
tup
Czy tylko ja słysz

wtorek, 25 czerwca 2013

Nasze konkursiątka~

Tak sobie pomyślałam, że skoro Sandruś umieściła zdjęcia, to zaproponuję mały konkurs ^^. Waszym zadaniem będzie dopasować imiona do osóbek na zdjęciu. Największa liczba punktów do zdobycia to pięć- po jednym za każdego człowieczka plus jeden extra za zgadnięcie imienia jegomościa z pierwszego zdjęcia.
Odpowiedzi zostawiajcie pod tym postem. Konkurs będzie trwał do końca lipca. Powodzenia~
~Elizabeth

Pierwsze zdjęcia! :D

Witajcie kochani! Na poniższych zdjęciach, możecie zobaczyć prawie wszystkie adminki tej stronki :) Pochodzą one z naszego wyjazdu na zieloną szkołę, maj 2013. Nie przeraźcie się :D Enjoy ^^



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Historyczny moment numer 7

Moi kochani! Oto nasz blog otworzono już ponad 1500 razy! Czyż to nie cudowne? Dziękujemy, że jesteście z nami! Postaramy się dodawać wpisy równie regularnie, co dotychczas.
<<XDD>>
((To była ironia, Reniu .-.))
Trzymajcie się ciepło i jeszcze raz- dziękujemy <3
~Elizabeth :>

Wpis gościnny: Przeminęło z Renatą~

((Ponieważ Renatka ma problemy z założeniem konta, postanowiłam udostępnić jej moje. Obiecała nie pisać głupot, ale coś jej nie wierzę... W każdym bądź razie zapraszam do lektury :>))


Cześć, wszystkim!
Pewnie większość was kojarzy mnie ze słynnych kłótni z administratorką tego bloga- Elizabeth. Jednak nie wszyscy czytają komentarze, dlatego pierwszy akapit poświęcę opisaniu mnie.
((Siebie, Reniu :>))
siebie. Jak już wspomniano wcześniej, nazywam się Renata, przez znajomych pieszczotliwie zwana Renią. Jestem osobą niezwykle pomocną, uprzejmą, towarzyszką, niekłótliwą
((sprzątam, gotuję, robię hot-dogi i wyprowadzam psy na spacer))
i przede wszystkim niespotykanie skromną. Interesuję się oinomancją, tyromancją oraz awifaunistyką, Często zadaję sobie również filozoficzne pytania
((XDDDD))
na temat egzystencji człowieka. Jak sami widzicie jestem bardzo ciekawą osóbką ^_^.

Moja niezwykłość wynika z prostego powodu. Otóż urodziłam się w przyszłości, na planecie PoLeKukuRydzy-438759083. Byłam córką króla, dlatego miałam wszystkiego pod dostatkiem. Niestety, ludzie zaatakowali naszą planetę, przez co mój lud został unicestwiony. Oczywiście, wszyscy oprócz mnie, bo zostałam zrzucona na Ziemię w kapsule hibernacyjnej. Niefortunnie dokonano tego w Noc Bugaługa, kiedy to granice między wymiarami zacierają się, a podróżowanie w czasie staje się dziecinnie proste. Nie można jednak zdecydować w którym momencie wyląduje po drugiej stronie. Ja dla przykładu zostałam wycofana do XXI wieku, według kalendarza ludzkiego.
Przechadzając się po lesie i próbując ustalić gdzie się znajduję, natrafiłam na niezbyt inteligentnie wyglądającą dziewczynę o jasnych włosach. Była odziana jak dzikus
((Ej .-. U nas się nie biega ubranym w naleśniki. To TY byłaś ubrana jak dzikus, nooo :<))
i zaczęła wrzeszczeć jak wariatka, kiedy tylko rzuciłam się na nią by przejąć jej ciało.
Niestety, moje czujniki zawiodły i nie udało mi się przejąć nad nią całkowitej kontroli. Co gorsza, dziewczyna okazała się rzadkim okazem Taldfkuratuba, co znaczy mniej więcej ta jedyna, której jednorożec oświetla świetlaną przeprzyteraźniejszość, kontrolująca ścieżki ludzkości i wszelkiego stworzenia. To by tłumaczyło dlaczego jej ciało, MIMO mych przepalonych czujników
((ta jasne XDD))
nie chciało mi się w całości oddać. Od tego czasu egzystujemy razem. Jednak niewątpliwie pewnego dnia uda mi się przejąć moc Taldfkuratuba, zapobiec inwazji ludzi na moją planetę i powrócić do ojczystego kraju.
Trzymajcie kciuki!
Pozdrawiam,
Renia~

sobota, 11 maja 2013

Zjadłam tytuł ^^

Wakacje zbliżają się wielkimi krokami (moje urodziny również ^^). W chwili obecnej nie myślę o niczym innym, niż poprawieniu ocen. Chciałam wyjść z gimnazjum z czerwonym paskiem, o co bardzo mocno się staram! Oczywiście, że nie siedzę właśnie na komputerze.. Trzymajcie wszyscy za mnie kciuki :p
W mojej głowie już lato :) Przed nami dwa wolne od nauki miesiące. Ale nim nadejdzie to wybawienie, przyjdzie nam się zmierzyć z pewną kwestią. Z rozstaniem z dotychczasową klasą. T_T Serce mi się kraja, na myśl o tym, że nasze kontakty mogą się urwać. Że przestaniemy się spotykać, przebywać ze sobą... Wszystkie drogi się rozejdą.. Jako jedyna z moich koleżanek, idę do innej klasy. Będzie mi trudno, ale cóż poradzę.. Gdyby moja znajomość z przedmiotów przyrodniczych nie była bliska zeru, również udałabym się na biol-chem ^^.
A teraz coś pozytywnego! :D
Yayyy! Jak ja się bardzo cieszę! Już za tydzień, jadę z moją klasą na zieloną szkołę :) Najbardziej cieszy mnie fakt, że spędzimy ze sobą całe 11 dni razem :)) Cel podróży - Pogorzelica ^^ Zapowiada się niesamowicie :)

Na sam koniec.. Nie byłabym sobą gdybym tego nie powiedziała, a więc..
Jak to dobrze, że K-POP istnieje ^^
Dziękuję, miłego dnia kochani :*

niedziela, 5 maja 2013

Kleju chyba też nie mogę robić ^^"

Ubzdurałam sobie, że zrobię paper mâché. Miałam gdzieś zakopane dwa przepisy i ostatecznie wybrałam wersję łatwiejszą, polegającą na smarowaniu "klejem" pasków gazety i jakimś takim... łączeniu ich. A zresztą sami sobie poczytajcie.
W każdym razie podczas wykonywania kleju zapomniałam dodać soli. Chyba powinnam sobie zrobić jakieś badania. Dlaczego ja ciągle zapominam o takich rzeczach?
W sumie nie wiem czy ta sól rzeczywiście odgrywała taką wielką rolę, bo jakoś wyszedł i bez niej. Tak swoją drogą, jeśli kiedykolwiek będziecie się bawić w robienie kleju mam dla was radę: NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wykonujcie go gdy inni są w domu. Ja tam byłam potwornie zadowolona, że wszyscy wyszli i nie mieli okazji zobaczyć jak mój klej zdobi kolejno ściany, podłogę, moje ubranie i posiekaną paprykę, która miała pecha leżeć sobie niedaleko. Ostatecznie w garnku zrobiła mi się papka, którą prędzej nazwałabym owsianką niż klejem, ale nic nie szkodzi. Grunt, że jakoś kleiło. Nawet za bardzo.
Następną godzinę spędziłam na brudzeniu siebie i "formy" obklejonymi paskami gazety. Potem, zgodnie z przepisem, wystawiłam moje dzieło na słoneczko i teraz cierpliwie czekam czy coś z tego wyjdzie.
Czuję się taka kreatywna ^^"

środa, 1 maja 2013

Zdecydowanie nie mogę robić ciast...

Zostałam namówiona do zrobienia ciasta, a konkretniej kopca kreta. Oczywiście z torebki, bo jestem zbyt leniwa, żeby tak robić od zera. Kto nigdy tego ciasta nie robił, niech poświęci kilka minut i przeczyta poniższe wytłumaczenie.
Pierwszy raz sama byłam zdziwiona. Ciasta jako takiego (w sensie... całego z kopułą) nie pieczemy. Najpierw robimy masę czekoladową, takie płaskie, brązowe coś wylewane na okrągłą blachę. I właśnie to wkładamy do piekarnika. Kiedy już się nam spali upiecze, wyciągamy, robimy dziurę na banany, wylewamy ubitą, sztywną śmietanę układając ją w kształcie kopuły i posypujemy tymi okruchami ciasta, które wcześniej  wykopaliśmy robiąc bananową trumnę.
Zaczęło się od tego, że spaliłam ciasto. Tłukłam właśnie głową w klawiaturę próbując wymyślić opowiadanie na angielski, kiedy sobie o nim przypomniałam. Na szczęście udało mi się je jakoś odratować, bo spaliło się tylko delikatnie na brzegach. Odprawiłam więc bananom pogrzeb i zabrałam się za ubijanie śmietany. I tu się zaczyna.
Na opakowaniu jest napisane, żeby śmietanę ubijać 5 minut na najwyższych obrotach. Kiedy po 10 minutach z zegarkiem w ręku mojej masie (której większa część przepuściła szturm na moje ubranie i podłogę przy okazji) ciągle bliżej było do cieczy, stwierdziłam, że coś jest nie tak. 5 minut i gamę przekleństw później uświadomiłam sobie dwie rzeczy.
1. Zaraz szlag mnie trafi.
2. Pokonała mnie jakaś cholerna śmietana.
Mam dość. Gnij tam sobie, durna maso. Nie lubię cię.

EDIT: Dałam złą śmietanę. Nieważne. I tak zakończyło swój żywot w koszu.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

;-;

Podobno kłamstwo wypowiedziane 100 razy staje się prawdą. Okee, zaczynamy:
Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami. Nie stresuję się egzaminami.

Równiutko 100. Liczyłam dwa razy. Trzeci możecie wy.
~Wasza Nie Stresująca Się Egzaminami Elizabeth

niedziela, 21 kwietnia 2013

O szczęściu słów kilka~

W zasadzie (nie, nie sodowej ;-;) już od dobrych kilku lat zauważyłam, że za dużo "pechowych" sytuacji mi się przytrafia. A może nawet nie pechowych, tylko... mało szczęśliwych? Wrażenie to potęguję jeszcze fakt, że mam kuzyna wygrywającego wszelkie możliwe loterie. Przykład? Losowanie dla 100 osób, które wzięły udział. Główną nagrodą jest miotacz plazmowy, a 98 pozostałych to pamiątkowe podkładki pod kufel. Okee, Panie i Panowie! Czas na wyniki! Główną nagrodę otrzymuje kuzyn Elizabeth V.
brawa
Podkładkę pod kufel otrzymuje *tu wstaw dowolne imię, które nie brzmi Elizabeth* x98
brawa x98
Brak nagrody wygrywa Elizabeth!
świerszcze

No, dobrze. Podejrzewałam, że tego szczęścia nie mam, ale TERAZ JESTEM JUŻ PEWNA.
Jak pewnie orientuje się połowa społeczeństwa w tym tygodniu trzecioklasiści piszą testy gimnazjalne. To dlatego pisząc "w zasadzie" przed oczami staje mi mnóstwo badziewnych wzorów chemicznych związanych z zasadami. Szkoda tylko, że ich nie rozumiem.
Powiedzcie jednak, jak wielkiego trzeba mieć pecha, żeby przeziębić się akurat na te testy? Calutką, 6-miesięczną zimę byłam zdrowa. Od kilku tygodni wcinam marchewki, jabłka, piję Kubusie i ogólnie jem dziennie więcej witamin niż w całym moim życiu. Wszystko po to, by uodpornić się przed egzaminami.
To teraz wyobraźcie sobie, że dokładnie wczoraj budzę się zasmarkana i z chrypą jak podstarzały metalowiec po koncercie. No... ale... ;-;
Ofc, na testy się wybiorę. Bądź co bądź nie są to egzaminy ustne i mówić nie muszę. Boję się tylko o osoby będące ze mą w sali, które będą musiały przeżyć moje ciągłe kichanie.

Trzymajcie za nas wszystkie kciuki!
~Wasza Elizabeth :3

czwartek, 11 kwietnia 2013

VICTORIA

Pragnę się pochwalić faktem, że zarówno ja, jak i Caroline, skończyłyśmy pisać nasze opowiadania konkursowe. Nie czytałam jeszcze jej, ale zapewne oba ssą równie bardzo. Jednak liczy się tylko jedna rzecz. Ocena lvl up!

niedziela, 7 kwietnia 2013

JAK?! DLACZEGO?! NIE!!

Krótkie wprowadzenie: aby otrzymać 6 z polskiego muszę wziąć udział w konkursie, który polega na napisaniu opowiadania na max. 10 stron. Głupio jednak byłoby napisać mniej.

W zeszłym roku wszystko poszło bardzo gładko. Napisałam lekkie, humorystyczne opowiadanie o dorastającym Rafale, który ma bardzo wysokie ambicje. Dostałam wyróżnienie, co równało się podwyższoną oceną z polskiego na moje wymarzone 6. W tym roku zdecydowałam się bardziej postarać i dostać się na podium. Wybrałam ciężki temat, śmiertelnie chora nastolatka, spędziłam niezliczoną ilość godzin wyszukując odpowiedniego nowotworu, a to wszystko po to, żeby stanąć w miejscu po napisaniu niecałe 1,5 strony. WENO, WYBIERAM CIĘ!

EDIT: Ah, no tak. Zapomniałam napisać, że data doręczenia prac mija w ten piątek. Życie jest takie trudne.






PS: Nowy album The Strokes jest idealny.

piątek, 5 kwietnia 2013

Kropka, kropka, kropka.

Hello wszystkim :)
Cóż za ekscytujący dzień! W naszym mieście, odbył się dziś ostatni etap konkursu językowego, w którym nasze adminki brały udział i pozajmowały naprawdę dobre miejsca! :) Ja akurat, siedziałam na widowni i kibicowałam, razem z adminką Caroline. Towarzyszyły nam ogromne emocje oraz stres. Chwilami miałam wrażenie, że przejęłam go od koleżanek biorących udział :D Wszystkie były zadowolone i uśmiechnięte (tak, bo to ja ze stresu ryczałam, nie one :D) Co do części artystycznej.. Uhh... Męczące było wysłuchiwanie chyba 10 piosenek w różnych językach. Tak naprawdę, było to strasznie nudne, a ja stresowałam się coraz bardziej. No cóż. Cieszę się, że już po wszystkim oraz, że dziewczynom poszło naprawdę wyśmienicie! :)

Ale.. Jak to ja.. Zmienny nastrój i znów jestem przygnębiona. Ten konkurs uświadomił mi, że przez wszystkie lata nauki, nie zrobiłam nic pożytecznego. Ani nie jestem znakomita z języków, nie mam osiągnięć sportowych, nie wspominając o przedmiotach ścisłych. Tak naprawdę w moim życiu, nigdy nie odczułam satysfakcji, że jestem z czegoś naprawdę dobra. Czasem nawet boję się, że moja mama nie ma powodów, by być ze mnie dumną. Gdy zastanowię się nad tym głębiej.... NIE! Nie chcę zastanawiać się nad tym głębiej, bo będzie jeszcze gorzej. Czasem przeklinam się taką, jaką się urodziłam, ponieważ jestem tak bardzo.. nijaka. Osobiście nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że każdy ma jakiś talent. Najwyraźniej jestem na tyle beznadziejnym przypadkiem, że go nie mam. A może to czyni mnie wyjątkową? 
Kurka.. Nie chcę żegnać się w takim pesymistycznym nastroju. Są rzeczy z których mogę się cieszyć! :)
-Dzisiejszy konkurs, szczęśliwy dla moich przyjaciół! :)
-Niedługo zagram w WOW'a! (KYAAAAA!!)
-No i WEEKEND! ^^

Trzymajcie się kochani! Liczę na to, że nie musicie się spierać z "problemami" jak moje :)

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Film(y) miesiąca wg Juliet: filmografia Xaviera Dolana



W tym miesiącu będzie trochę inaczej. Nie miałam czasu oglądać zbyt wielu filmów, więc pozwoliłam sobie napisać post, który miejmy nadzieję przybliży wam tego niezbyt popularnego, lecz zdecydowanie wartego uwagi reżysera- Xaviera Dolana.


Pierwszy raz miałam z nim styczność poprzez Zabiłem moją matkę. Stało się to całkowicie przypadkiem, jednak był to przypadek zdecydowanie szczęśliwy. Zakochałam się w filmie od pierwszej sceny. Film opowiada o skomplikowanych relacjach 16-letniego Huberta ze swoją matką. Marzy on o świecie dorosłości,
o byciu niezależnym, jednocześnie jednak chciałby powrócić do dzieciństwa, kiedy relacje jego i jego matki były o wiele bliższe. Z tego powstaje niezliczona ilość kłótni i zawodów. Hubert jednak nie jest w tym wszystkim sam. Ma chłopaka, Antonina, a jego nauczycielka francuskiego staje się jego najbliższą przyjaciółką. Temu wszystkiemu towarzyszą cudowne ujęcia, niesamowity soundtrack i niezliczona ilość wzruszających scen. Sam film oparty jest na życiu autora, który nie tylko wyreżyserował film, ale również napisał scenariusz i zagrał główną rolę. Tak więc zrobił on film o sobie i zagrał sam siebie. To się nazywa samowystarczalność.

Kolejnym filmem wartym uwagi jest zdecydowanie jego drugie dzieło, nazwane Wyśnione Miłości. Opowiada on historię dwójki przyjaciół, Francisa i Marie oraz ich nowego przyjaciela, Nicolasa, w którym oboje się zakochują. Trudno się im dziwić, wygląda jak grecki bóg (sprawdźcie sami, grany jest przez Nielsa Schneidera). Wynika z tego masa różnych, nieciekawych sytuacji, które prowadzą do... specyficznego zakończenia. Nic więcej nie wyjawię, chociaż ponownie trzeba wspomnieć o fenomenalnych zdjęciach i muzyce, które towarzyszą wszystkich trzem filmom Dolana, jakie się do tej pory ukazały.


Jako ostatni opiszę jego najnowszy film, na którego zobaczenie czekałam prawie 2 lata. Warty był jednak oczekiwania. Jest to wręcz niebiańska 3-godzinna uczta dla oczu i duszy. Nie będę się powtarzać o idealnej części wizualnej czy słuchowej, warto natomiast wspomnieć, że jest to pierwszy film Dolana, w którym nie gra głównej roli. Opowiada on o Laurencie, który w dniu swoich 30-tych urodzin wyjawia swojej dziewczynie, Fred, że ma dość życia w kłamstwie i że tak naprawdę jest on kobietą (w mentalnym sensie). Temat zdecydowanie nie jest łatwy, chociaż mnie osobiście nie przeszkadzał ani trochę. Jest to zdecydowanie jego najlepsze dzieło pod względem kunsztu reżyserskiego, chociaż nie wiem, czy jest moim ulubionym. Produkcja filmowa ta zdecydowanie mnie poruszyła i wzruszyła, a para głównych bohaterów stała się moim OTP.

Reasumując... Idźcie. Zobaczyć. Te. Filmy. Teraz. Już.

________________________________________________________________

PS: Taaak, wiem, że już jest niby kwiecień ale jestem leniwą ciotą... Możemy udawać, że jestem w innej strefie czasowej, w której jest jeszcze marzec? Proszę...?


niedziela, 31 marca 2013

Umcu, czyli trzy w jednym

Czy wy też poczuliście się zdezorientowani widząc dzisiaj śnieg? Kiedy tak stałam zaspana przy oknie i wgapiałam się w biały puch tłukący się o szybę rozważałam dwie możliwości. Pierwsza: porwali mnie kosmici chcący odebrać moje organy wewnętrzne. Zawsze lubiłam swoje nerki, więc podjęłam decyzję o uciecze. Po wielogodzinnym błądzeniu wśród korytarzy, trafiłam do pokoju, w którym znajdowały się trzy opakowania tabletek: różowe, zielone i czerwone. A co się robi gdy widzi się jakiś podejrzany pokarm na statku kosmicznym wypełnionym wrogo nastawionymi istotami? Oczywiście zjada się wszystko z uśmiechem na twarzy. Po różowych uzyskałam umiejętność cofania się w czasie, po zielonych straciłam pamięć, a czerwone smakowały jak truskawki. Te ostatnie właściwie nie dawały żadnych nadludzkich umiejętności, dlatego możemy je pominąć. Grunt, że wróciłam na Ziemię po 4 latach. Niestety wciąż nie umiałam korzystać z nowo nabytych umiejętności i przypadkowo za bardzo cofnęłam się w czasie. Na Boże Narodzenie, na przykład.
Tak... W każdym razie druga możliwość jest mniej skomplikowana: Matka Natura to dziwka. JAK W WIELKANOC MOŻE PADAĆ ŚNIEG? I DLACZEGO NIE BYŁO GO NA BOŻE NARODZENIE?
Natura sobie z nas kpi, moi drodzy. Dlatego ogłaszam strajk. Mam nadzieję, że Pani Zima to czyta. Jeśli tak, to masz sobie iść. Teraz. Zaraz. Rozkaz. Bo powiem moim nowym znajomym z kosmosu! A oni, moja kochana, mają miotacze plazmowe.
Z wyrazami szacunku
~Elizabeth V.

Kilka godzin później.
Nie wiem jak u was, ale na moim podwórku jest już chyba z pół metra śniegu. Pani Zima chyba nie lubi gróźb, prawda? WIEDZ WIĘC, ŻE JA NIE LUBIĘ JAK MI SIĘ ODMAWIA. OGŁASZAM WOJNĘ!
Pojedynek odbędzie się jutro w godzinach popołudniowych. Trzymajcie kciuki :>

Kolejnych kilka godzin później.
Nie, nie ;-; Ja się poddaję. NAPRAWDĘ zostałam porwana przez kosmitów. Jakimś cudem na stronie głównej mojej szkoły "pada śnieg". Nu, wiecie... tak małe białe cuś jak na wszystkich pseudo blogach zimową porą. W dodatku kiwające się w rytm myszki. TO JEST PRZERAŻAJĄCE, DOBRA? MAMY WIOSNĘ. Teoretycznie.
Tak swoją drogą, zwierzątka i wszelkie inne żyjątka też się nabrały i pobudziły ze snu zimowego. Niedźwiadki, jeżyki, borsuki... pajączki. Przyrzekam, że jeszcze raz po beztroskim wyjściu spod prysznica zobaczę czarne paskudztwo i to w miejscu, gdzie jeszcze minutę temu miałam stopę, to dostanę zawału. Naprawdę starczy mi fakt, że nie zdążyłam dokończyć szarży na jakimś małym sześcionogim badziewiu, tak koło południa. Piętnaście minut wgapiałam się w podłogę szukając go z bojowo uniesionym papciem. Niestety, albo to ja jestem ślepa, albo to pająk był sprytniejszy. Zwiało, ścierwo. I pewnie bym o całej sprawie zapomniała, gdyby nie jedna myśl. No, wiecie, jak w creepypastach. "On gdzieś tu jest. Widzi cię".
Kończąc tym pozytywnym akcentem, dodam jeszcze: "Wesołych Świąt!" :)

piątek, 29 marca 2013

Chlip

Ponieważ w dni wolne dysponuję nadmiarem wolnego czasu, postanowiłam zrobić coś w miarę pożytecznego i wreszcie zabrać się za "Grobowiec Świetlików". Nauczona wcześniejszym doświadczeniem przygotowałam paczkę chusteczek, zasłoniłam szczelnie okna i nacisnęłam magiczny przycisk "play".
...
Film leciał. I mimo, że NAPRAWDĘ było mi smutno, to chusteczki nie ruszyły się z miejsca. Nie wiem. Czuję się oszukana. Ryczę na wszystkich filmach tego typu jeszcze długo przed zakończeniem (bo mój mózg jest be i zdradza mi zakończenie w połowie ;-;). A tutaj... nic. Zero. Żadnej łzy. Owszem, było mi smutno. I w sumie tylko na tym się skończyło.
Idę chlipać w kącie. Moje własne oczy mnie zdradziły. Nie chciały lać wody.
~Wasza Pozbawiona Empatii Elizabeth

wtorek, 26 marca 2013

Powinnam spać, ale piszę na blogu!

Pani P. oddała nam kartkówki. Mogę już zacząć emosować? Dostałam -2 i 4. To ostatnie wraz z dopiskiem, że mam fajną mapę. A dlaczego taką fajną? Podczas dyktowania polecenia zapisałam, że odległość na mapie wynosi 700 m. Mi też wydawało się to dziwne, dobrze? Ale czy to pierwszy raz kiedy dostajemy w szkole takie idiotyczne polecenie? W każdym bądź razie chodziło o 7 cm, więc zadanie zrobiłam źle. Jakim cudem z "c" zrobiło mi się "00"? Nie mam pojęcia i wolę nie wiedzieć. Założę się, że Renata mi to podszepnęła. Ona jest zła i chce przejąć nade mną kontrolę.
Bye bye! :3
~Wasza Lamociota

Historyczny moment nr 6! + mój dzień.

Mamma Mia! 1000 WYŚWIETLEŃ! Wy naprawdę tutaj zaglądacie ^^ No, no no.. Dziękujemy! Jesteśmy wszystkie ogromnie wzruszone, że jesteście tu z nami i często się udzielacie :) Nasz blog istnieje już ponad 1,5  miesiąca i rozwija się tylko dzięki wam. :*
Kolejne historyczne momenty będą obchodzone co 500 wyświetleń ^^.
Jeszcze raz, WIELKIE DZIĘKI za wasz udział, bo bloga prowadzimy dla was :)

W drugiej części postu chciałabym, jak w tytule, opisać mój dzień :) Albo raczej go podsumować..
Więc...Przeżyłam :) Z dwiema jedynkami z geografii,  ale żyję ;D BU! Nie dwiema jedynkami! Jedynką i jedynką PLUS!

poniedziałek, 25 marca 2013

Chłopak z gitarą...

Witajcie kochani! :) Po dłuuugiej przerwie wracam do was! Niestety nie wyszło mi codzienne pisanie na blogu. Wiem, zawaliłam.. Przepraszam was. Postanawiam się poprawić. Proszę o rozgrzeszenie i o pokutę. :)

Tymczasem dziś, pragnę podzielić się z wami uczuciem, które tli się we mnie od dłuższego czasu. Muszę to zrobić, gdyż moje emocje stają się coraz bardziej intensywne i boję się, że eksploduję od nadmiaru miłości. <LOL, dobra bez przesady XD>

Więc... Dzień jak co dzień. Poszłam na czuwanie do Kościoła. Stoję w kolejce do spowiedzi i nagle otoczył mnie blask. Jasne światło,  którego wyłonił się on- chłopak z gitarą. Miłość od pierwszego wejrzenia, która spadła na mnie jako dar z nieba. Ale posuńmy (HUEUEUEUE) się dalej. Dowiedziałam się o nim różnych rzeczy, udało mi się nawet porozmawiać z bliską mu osobą. Wierzyłam, że wszyscy mi go odradzają bo są zazdrośni. Zazdrośni o uczucie które nas łączy! Ale powiedziałam sobie "NIE! Nie pozwolę nas rozdzielić!" I trwałam w tym jakże pięknym uczuciu dalej. Do czasu...

*KRÓTKA PRZERWA REKLAMOWA*
"Mamy dla państwa w ofercie Patelnię. Patelnia pokryta jest teflonem i ma długą rączkę, dzięki czemu się nie sparzysz! Skuś się na nią! Cena wynosi tylko 10,69! W ofercie dostępna również patelnia bez teflonu, za jedyne 5,69. Wysyłka gratis, jeśli zadzwonisz już teraz! 000 000 069. SERDECZNIE ZAPRASZAMY!
*KONIEC REKLAM, DIIIINGGG*

I wtedy stało się coś strasznego.. Dowiedziałam się, że zrobił Harlem Shake po tym, jak minęła na niego moda! Serce mi pękło ale.. Ale nie mogłam kontynuować tej znajomości. I od tego czasu zostałam Emo i słucham Emo Martynki (<3) Bardzo mi ciężko pogodzić się z tą myślą. Nadal wierzę, że przyjdzie do mnie w nocy i zaśpiewa serenadę... To uczucie wypełniało mnie po brzegi, chociaż chłopak okazał się najbardziej pustą osobą z jaką miałam do czynienia.. Ale życie toczy się dalej.. Znajdę nowego fapa.. A może wrócę do mojej tajemniczej miłości z którą połączył mnie Kościół?
PS. Dobra, mam nadzieję, że nikt nie weźmie tego na poważnie ^^

Do zobaczenia przy kolejnym poście aniołki :*

sobota, 23 marca 2013

Ja naprawdę nie umiem wymyślać tytułów...

Mimo, że na dworze wciąż zima i śnieg, to w serduszku Elizabeth trwa w najlepsze wiosna. Nie wiem czy to sprawa wreszcie normalnego ciśnienia, czy raczej chorej zachcianki mojego umysłu. No, wiecie... "Mówi Centrum Dowodzenia. Pozwolimy cieszyć się tej idiotce i będziemy czekać, aż wszystko spieprzy. Trzustka, skocz po popcorn".
A wypchajcie się wszystkie moje organy wewnętrzne. Niczego nie zepsuję bo nie mam czego psuć. Pesymiści się znaleźli.

Nie mam kompletnie pomysłu na tego posta, dlatego będzie chaotycznie.
Kobieto! Czy ty kiedykolwiek napisałaś coś porządnie? Sodoma i Gomora.
Zamknij się, Renato.
W każdym razie nie mam pomysłu, więc będę improwizować. Na przykład... o! Pisanie, na przykład. Jestem w trakcie tworzenia dwóch opowiadań: jedno jest czymś na kształt parodii, drugie idzie bardziej w stronę fantastyki nie ma to jak pokój, który żyje własnym życiem*. Po za tym jest jeszcze jedno, o światach równoległych, jednak zawieszone, bo... bohaterka zaczęła mnie potwornie denerwować. Mam ochotę głównej męskiej roli wepchnąć nóż do ręki i kazać zadźgać dziewoję... Czego, rzecz jasna nie zrobię, bo zniszczę je kompletnie. Po za tym mam gdzieś tam jeszcze kilka wstępów do takich historii jak: człowiek, który widzi zapachy**, człowiek, który budzi się po śmierci, opis płonącego budynku i miasta (nie mam pojęcia jak chciałam to rozwinąć .o.) i coś o dziewczynie spotkanej we śnie. Jak tak dzisiaj grzebałam po folderach, to znalazłam jeszcze kilka niezłych opisów postaci. Gdzieś ich jeszcze wepchnę, bo lubię ich historię :3 I dla przykładu pałęta mi się tam androfobiczka z kataną, moja własna wersja Kuby Rozpruwacza  i dziewczę z gitarą, które truje swoimi wypiekami bezdomne koty. Nie wspominając już o masie fanficów, którymi się nie podzielę, bo są tylko i wyłącznie do wglądu własnego.

Tak... i to chyba na tyle, prawda? Do zobaczenia kiedyś tam!
~Elizabeth

__________________________
*Wbrew pozorom nie chodzi tu o pleśń na ścianie. On naprawdę żyje. Tak. To opowiadanie jest odrobinę psychiczne, choć nadal sporo brakuje mu do tego pierwszego.
**Jak tak to teraz opisuję, to brzmi jak niskobudżetowy film, którymi nas męczą w szkołach ;-;

czwartek, 21 marca 2013

Emo Napad, Cz.1

KSADHASKDFLJDASKLJSDKLADSKLFJ
...
Dziękuję, już mi lepiej. Dlaczego emo napad? Właśnie się dowiedziałam, że mam "ogarnąć" SAM-WIESZ-JAKĄ-PLANSZĘ w GRZE-KTÓREJ-IMIENIA-NIE-MOŻNA-WYMAWIAĆ. I to od osoby, która nie potrafiła wyprowadzić combo. Brawo :> Zaraz mnie szlag trafi :> Przysięgam, że zaraz mnie trafi :>
Ja solennie ostrzegałam. Że mam niższy lvl i mogę nie iść. Ale nie, wszystko w porządku, mogę iść. Supraaajs! Jednak nie. Nie jest w porządku, bo niższy lvl daje o sobie znać.
Nu, jestem lamą. Nie gram wybitnie, zdarza mi się zginąć i tak rzadziej, niż statystyczny gracz *skromność mode on*, ale w życiu nie zaczęłam kogoś wyzywać bez powodu >.< Może to ja jestem źle wychowana i objawem grzeczności jest zwalanie na innych winy. Oho, to ja teraz powiem, że to wina moich rodziców. Widzisz, mamo? Jak mnie wychowaliście, co? Teraz muszę się w jakiejś badziewnej grze uczyć manier. WSZYSTKO WASZA WINA!!!1111ONEONE
W każdym bądź razie jakoś dobrnęliśmy do końca, ja potem przez 15 minut żaliłam się *HAHAHAH.... nie, nie powiem wam komu ._.*, a w tym czasie pan szanowny zacząć się wywyższać. Szkoda, że w czasie rozgrywki sam padł raz czy dwa i jego słowa jakoś straciły moc. Wciąż jednak pozostało jej na tyle, by niczym sztylet przeszyć serduszko Lady Elizabeth van Lamocioty, która nie zdołała odepchnąć śmiertelnego ciosu. Padła na posadzkę, rozrzucając swe blond siano na zimne kafelki. Blada twarzyczka zadrżała, gdy w jej zielonych niczym wiosenna trawa odbiła się pałająca zimną wściekłością twarz wroga. Elizabeth uniosła leciutko główkę, wyciągnęła rękę w stronę przyjaciół i ostatkiem sił wyszeptała słowa. Słowa, które w przyszłości staną się hymnem młodzieży walczącej o równe prawa dla lam. Brzmiały one... "JESTEŚ GÓPI"
...
A tak szczerze to wyłączyłam okienko z grą i poszłam się żalić na blogu...

Blog to jednak cudowna sprawa. Możesz się spokojnie wyżyć nie ruszając tyłka sprzed ekranu. Kiedyś postawię kapliczkę jego wynalazcy.

wtorek, 19 marca 2013

A jednak nie...

Pamiętacie jak jeszcze kilka minut temu robiłam za Bridget Jones i miałam emo napady? Wcinając zupę pomidorową, która miała robić za obiad jakoś tak stwierdziłam, że to nie dla mnie. Życie jest zbyt zabawne, żeby je marnować. Po za tym jako emo nie mogłabym śmiać się z liska chytruska. Co to za życie? Musiałabym ciąć się rozbitą szklanką, wpychać pistolet do gardła, siedzieć na tych wszystkich emo forach i zrobić tęczę z włosów. Nie licząc tego ostatniego, moje życie straciłoby sens.
Dlatego, nie martwcie się! Emo napady jeszcze będą, ale to później. Na przykład jak Pani P. odda nam kartkówki. Albo jak znowu się dowiem, że pół życia spędziłam nie wiedząc, że pomiędzy "mimo" i "że" na początku zdania nie stawiamy przecinka. Na razie jednak zostawiam emocjonalną stronę mojej egzystencji i zajmuję się tą materialną.
~Wasza Nie-Emo Elizabeth
PS. Ktoś wie ile trzeba biegać, żeby zrzucić pół pudełka ptasiego mleczka i jednego pączka? Chyba za bardzo wczułam się w rolę Bridget Jones...

Takie tam...

Tak, wiem. Nie pisałam ponad miesiąc. Tak, wiem. Złamałam postanowienie. I tak, wiem. Jestem zła i będę smażyć się w piekle.
Ale do rzeczy. Dlaczego nie pisałam? Po pierwsze miałam jakieś badziewne konkursy, po drugie nie chciało mi się logować, a po trzecie... Nie. Trzeciego nie ma.
Jednak w życiu człowieka przychodzą takie chwile, kiedy MUSI się wygadać. A od czego są blogi jeśli nie od tego by obsmarować naszą badziewną rzeczywistość?
Tak, więc uwaga!* Elizabeth ma złamane serduszko. I to przez osobę, której na oczy nie widziała. Przez osobę, której nawet nie ma GG, Facebooka, nie wie jak się nazywa ani ile ma lat. Słowem, ktoś uświadomił Elizabeth smutną prawdę.
Wyobraźcie, że Elizabeth odpala jak zwykle GRĘ-KTÓREJ-IMIENIA-NIE-MOŻNA-WYMAWIAĆ**. I to tylko po to, żeby się dowiedzieć, że (może być trochę zawile) znajomy Elizabeth zaczął chodzić z inną znajomą Elizabeth, którą poznał właśnie w grze. Oczywiście nasza Elizabeth zachowała się kulturalnie, pogratulowała młodej parze, wyłączyła GRĘ-KTÓREJ-IMIENIA-NIE-MOŻNA-WYMAWIAĆ i zdała sobie sprawę, że jednak jest trochę zdołowana. Zdołowana faktem, że wszyscy wokół wiążą się w pary, a ona nadal jest sama. Wiosenny kryzys. Za 10 lat będzie sama wcinać lody prosto z opakowania i niańczyć koty, oczywiście w przerwach między brazylijskimi telenowelami i śpiewaniem popowych ballad o samotności.
Dorastanie jest obrzydliwe, prawda?


_____________________________________
*CO TO ZA CHOLERNA ZASADA, ŻE ZDANIA NIE ZACZYNA SIĘ OD "WIĘC"? FUCK THE SYSTEM
**Wbrew pozorom nie chodzi tu o "Voldemort Online". Po prostu... wstyd mi, że gram w coś z tak beznadziejną grafiką, ok?

czwartek, 28 lutego 2013

I po wszystkim! :)

Dziękujemy za wasze odpowiedzi! Wybrałyśmy, że zostajemy w Hufflepuffie! :)
Trzymajcie się słoneczka! /S

Z cyklu "Problemy nastolatek" Pomóżcie!

Witajcie kochani! Na naszej stronce zrobiło się bardzo cicho.. Przepraszamy i postaramy się odzywać częściej! :)
Zwracam się do was z ogromną prośbą! Ja oraz druga adminka, Elizabeth, stoimy właśnie przed bardzo trudnym wyborem. Także pozwólcie, że i was spytamy o zdanie :)

Założyłyśmy konto na Pottermore i tiara przydzieliła nas do Hufflepuffu. Potem założyłyśmy drugie konto i przydzielono nas do Slytherinu.. I teraz w końcu nie wiemy gdzie zostać :( Proszę, pomóżcie! :) Liczę na wasze odpowiedzi, co czynić! :)

piątek, 22 lutego 2013

Film miesiąca wg Juliet: Donnie Darko

Z racji tego, że na blogu nikt nie pisze, postanowiłam rozpocząć serię zatytułowaną Film miesiąca wg Juliet. Miejmy nadzieję, że uda mi się prowadzić ją dłużej niż 2 miesiące.

Tak więc w tym tygodniu wybieram film, który od razu wskoczył na moją listę TOP 10 filmów, a mianowicie Donnie Darko. Jeśli o tym filmie nie słyszeliście, bądź zwlekacie z obejrzeniem go (jak ja robiłam przez kilkanaście miesięcy), radzę wam jak najszybciej pojechać do wypożyczali video, bo ten film jest tego wart.

Głównym bohaterem jest tytułowy Donnie Darko. Jest on inteligentnym nastolatkiem z zaburzeniami osobowości, przez co uważany za "nienormalnego". Jednak poza wizytami u psychoanalityka jego życie jest całkiem spokojne, wraz z rodziną mieszka na przedmieściach Middlesex, w stanie Wirginia, chodzi do szkoły i prowadzi życie całkiem normalnego nastolatka. Do czasu, kiedy pewnej nocy ukazuje mu się królik o imieniu Frank, który wybawia go z domu i podaje mu dokładny czas końca świata, jednocześnie ratując mu życie.

Donnie Darko jest zdecydowanie filmem, który każdy powinien zobaczyć, jest po prostu niesamowity pod każdym względem. Wyśmienite aktorstwo, szczególnie Jake Gyllenhaal grający główną postać zasługuje na specjalne wyróżnienie, piękne zdjęcia i cudowny klimat całego filmu. Ścieżka dźwiękowa to po prostu eargasm, składa się z 17 pierwszorzędnych utworów których nie można przestać słuchać.

Warto również wspomnieć o zawiłości całego filmu. Nie będę niczego wyjawiać, ale ujawnić mogę, że bez źródeł dodatkowych tego filmu zrozumieć nie można. Jeśli film już widzieliście i chcecie się dowiedzieć więcej zapraszam na http://www.donniedarko.org.uk/  (strona w języku angielskim). To samo tyczy się osób, które są/będą świeżo po seansie :)

Podsumowując, film jest wart każdej z 133 minut (w wersji reżyserskiej). Jest to wg mnie niezaprzeczalny klasyk, który zobaczyć musi każdy kto uważa się za znawcę kina, bądź kto po prostu lubi dobre kino.

środa, 20 lutego 2013

Witajcie, moi kochani fani! Pojawiło się wiele wiadomości na mojej poczcie, że ludzie za mną tęsknią! To takie miłe. A więc żyję jakby co, tylko ostatnio nie miałam czasu, aby cokolwiek postowac. Własnie jem słonecznik. Trzymajcie się ciepło i czekam na dalsze miłe komentarze!

czwartek, 14 lutego 2013

14.02

Więc walentynki... Prawdopodobnie jeden z najbardziej znienawidzonych dni wśród ludzi samotnych, chociaż nie wiem dlaczego. W ogóle, pomysł takiego święta wydaje mi się czystym idiotyzmem. Dlaczego powinniśmy troszczyć się o swoją drugą połówkę tylko w ten jeden dzień? Będąc w związku oczekuję zainteresowania przez cały okres jego trwania, nie przez kilka wybranych dni w roku, typu urodziny czy walentynki.

To nie tak, że hejtuję to "święto". Skoro już istnieje, niech zostanie. I tak nic nie możemy zmienić. Do tego osobiście nie odczuwam jakiejś specjalnej potrzeby bycia w związku. Mając 15 lat mam masę innych problemów z którymi muszę się uporać, rozterki miłosne są kolejnym utrudnieniem. Ale ponownie, jeśli ktoś ma taką potrzebę, zabronić mu przecież nie można. Ja po prostu próbuję oszczędzić sobie płaczu, którego i tak mam dużo w swoim życiu.

Po prostu irytuje mnie presja społeczeństwa. Na początku lutego wszystkie sklepy są różowo-czerwone, pełne serduszek i pluszaków; media dają nam jasny przekaz, że w walentynki nikt nie powinien być bez pary. Niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego? To przecież zwykły dzień, nic specjalnego się nie dzieje. Ptaki nie zaczynają nagle śpiewać, leśne zwierzęta nie tańczą walca, ilość pieniędzy magicznie się nie zwiększa.

Co mają zrobić osoby które nie są w związkach? Schować się w domu, pod kołdrą jedząc lody i oglądając komedie romantyczne i marząc o takich związkach. I chwała tym, którzy robią tylko to. Niezliczona ilość nastolatków rocznie popełnia samobójstwa. Czują się samotni, niezrozumiani, niekochani. Nastawienie całego świata podczas święta takiego jak to jest jak cios w twarz. Tak więc czy warto? Czy warto tak natrętnie promować święto, o którym i tak wszyscy pamiętają, za taką cenę?

środa, 13 lutego 2013

Coś tam

Miałam dzisiaj napisać jakiś w miarę ogarnięty post, ale raczej nic z tego. Moja wena leży ostatnio w stanie krytycznym i właściwie czeka na zmartwychwstanie. Zresztą za każdym razem gdy myślę o czym by napisać do głowy przychodzi mi tylko jedno słowo: zimno. Zimno. Zimno.
Owszem, zima jest doprawdy piękną, romantyczną i inne-patetyczne-bzdury porą roku. Jednak dziwnym trafem traci cały swój urok gdy człowiek o godzinie siódmej rano próbuje bez ściągania rękawiczek oderwać sobie jeden bilet*, a potem nie zabić się na oblodzonym i posolonym chodniku.
Mój stan zdrowotny nadal się chwieje, a Syndrom Pana X nie ustępuje. Mimo, że jutro mogę wstać po ósmej to i tak będę siedzieć do pierwszej i czytać książkę. Ostatecznie wyjdzie na to, że spałam mniej niż wczoraj. Ironia losu, czy co?
Do jutra!
~Elizabeth

_______________________
* i przy okazji nie rozerwać. Nie wiem kto wymyślał układ biletów dziesięcioprzejazdowych**, ale jak już się dowiem to przyrzekam, że naślę na niego moją prywatną armię jednorożców.
**2n x 5n (gdzie n oznacza jeden bilet)

Brrrr...

Witajcie kochani! :)
Dziś.. Przeżyłam koszmar. Od małego nienawidzę dentystów, a miałam problem z jednym zębem, więc z powodu bólu musiałam udać się na wyrwanie. Pewnie spytacie, dlaczego od razu na rwanie.. Za bardzo bałam się leczenia kanałowego :( A że to ząb znajdujący się z tyłu.. Co mi zależy? Ale żyję.. Jeszcze żyję, chociaż nic dziś nie zjadłam i nie piłam. prócz kilku łyżek płatków na mleku T_T
Nie mogłam iść nawet do szkoły, chociaż (co mnie ogrooomnie dziwi!) chciałam. Oby przestało boleć do jutra. :)
Z tego co widzę, Elizabeth zaprzestała pisania swego życiorysu.. W takim razie, postaram się jeszcze dziś coś sensownego naskrobać ^_^
Mój mąż w ogóle nie odzywa się na twitterze! Tak, mąż. Nie macie mężów w wieku 15 lat? XD

Dobrze.. Tak więc życzę wam miło spędzonej środy :* /S

wtorek, 12 lutego 2013

Tytuł?

Czy nie zastanawia was jakim cudem człowiekowi jest o wiele łatwiej przyzwyczaić się do czegoś niż odzwyczaić? Prosty przykład? Ależ, proszę! Wyobraźmy sobie, że są ferie. Pan X wie, że nie musi nigdzie iść następnego dnia, więc będzie siedzieć do późna, a co za tym idzie, późno też wstanie. Efekt? Następnego dnia zrobi tak samo, bo nie będzie dostatecznie śpiący by położyć się wcześniej. Ale ferie jak wszystko inne także się kiedyś kończą. Pan X musi wreszcie zająć się własnym życiem, a więc także i obowiązkami. Wie, że musi wstać wcześniej, ale i tak zaśnie podobnie jak poprzedniego dnia. Tak, wszyscy wiemy co nastąpi. Następnego dnia Pan X obudzi się niewyspany i zmęczony. Pójdzie więc spać wcześniej? Nie! Bo jego organizm po prostu nie umie się odzwyczaić. Pan X w najlepszym przypadku poleży kilka godzin wpatrując się w nierówności farby na suficie, by ostatecznie zasnąć. Powrót do stanu sprzed ferii potrwa około tygodnia.
Od kilku dni mam pecha cierpieć na Syndrom Pana X. Jestem niewyspana, zmęczona i rozdrażniona. Dlatego pisanie życiorysu zawieszam na czas nieokreślony.
Ależ się rozpisałam xD
~Elizabeth

niedziela, 10 lutego 2013

Historyczny moment nr 5! :) + ...coś ;D

Tak więc 500 wyświetleń za nami! :) Cieszę się ogromnie :3 Kolejny "historyczny moment" przyjdzie nam świętować przy 1000 wyświetleń. Liczymy, że nas nie zawiedziecie ;P

Tak więc widzę, że Juliet oraz Elizabeth wzięły się za napisanie swojej historii. Prawdę mówiąc również chciałam to zrobić, ale nie mam pojęcia co napisać. To może ustawię się w kolejce, zaraz za Elizabeth :D Powinnam do tego czasu wszystko ogarnąć ^_^ Życzcie mi powodzenia! :)

Trzymajcie się! Udanej niedzieli! :) /S


Życiorys Cz.1

Tak jak w temacie. Elizabeth postanowiła (wzorując się na Juliet) napisać swój "życiorys". A, że będzie w częściach to ze względu na jego długość. Wątpię żebym zmieściła się w jednym poście. Po za tym jestem leniwa i nie chce mi się opisywać wszystkiego za jednym zamachem .o.

Pewien mądry człowiek powiedział kiedyś, że warto w takich przypadkach zacząć od początku, a ja się z tym zgadzam. Początek oznacza pewien zimny wieczór 211 roku p.n.e w Sparcie. Tak, dobrze myślicie! Elizabeth wyszła wreszcie na świat! Niestety jej marzenia legły w gruzach z chwilą gdy zrozumiała, że nie jest chłopcem. Co gorsze, tak samo ulotniły się marzenia jej rodziców i nasza mała Elizabeth wylądowała na ulicy. Na szczęście znalazła tam sobie przyjaciela, Leonidasa, który bardzo chętnie zamieniłby się z nią ciałem. Leonidas urodził się bowiem w złej erze. Bardziej niż obozy przetrwania w górach interesowały go sztuka, poezja i malarstwo. W przeciwieństwie do Elizabeth, która wolała polować na króliki niż babrać się w glinie i lepić garnki. Wyjście z tej sytuacji było tak oczywiste i proste, że aż wstyd byłoby nie skorzystać! Nasza dwójka postanowiła zamienić się miejscami jak we wszystkich amerykańskich filmach familijnych. I tak Elizabeth została Leonidasem, a Leonidas Elizabeth. Ale nie myślcie, że ich życie było od teraz usłane różami! O ile Leonidasowi utrzymanie fałszywego wizerunku przychodziło bez trudu, to przed Elizabeth stało o wiele trudniejsze zadanie...
CDN etc.

To nie tak, że już mi się nie chce pisać! =3=

sobota, 9 lutego 2013

Moja własna historia fangirlingu/ My fangirling story

Skoro dostałyśmy prośbę o napisanie postu po angielsku, tak też trzeba zrobić :)

Tak więc moja historia fangirlingu, jak już wspominałam, rozpoczęła się Kubusiem Puchatkiem. Miałam obsesję na punkcie świata Stumilowego Lasu, która do teraz mi nie przeszła.

Jako dziecko nie lubiłam czytać książek, tak więc gdy już to robiłam, było to coś specjalnego. Moją pierwszą ulubioną serią książek była Seria Niefortunnych Zdarzeń i ją też jako pierwszą fangirlowałam. Jest to opowieść o rodzeństwie Baudelaire, których rodzice zginęli w tajemniczym pożarze. Ich wujek, hrabia Olaf, próbuje przejąć spadek im należny, najpierw przez małżeństwo przez najstarszą siostrą, potem przez morderstwo całego rodzeństwa. Możecie się więc dziwić, dlaczego 7-letnia dziewczynka miałaby fangirlować taką serię i śnić o byciu jej częścią.

O następnej wielkiej obsesji chciałabym zapomnieć, jest to dla mnie okres czasu, o którym wolę nie wspominać. Mowa o mojej półrocznej obsesji na punkcie Zmierzchu. Nie będę się rozpisywać, wystarczy powiedzieć, że po tym krótkim czasie wszystko wróciło do normy i zaczęłam fangirlować rzeczy tego warte.

Następnie muzyka stała się najważniejszą częścią mojego życia. I nie mam na myśli, muzyki która leci w radiu, bo słuchanie jej to po prostu lenistwo. Przechodziłam przez całkiem trudny okres w moim życiu i nie wiem gdzie teraz bym się znalazła, gdyby nie zespoły typu Nirvana, Led Zeppelin czy Green Day, których niestety teraz słucham już tylko okazjonalnie. Muzyka jedna wciąż jest jedną z najważniejszych części mojego życia i fangirlowanie Arctic Monkeys, Muse, czy The Strokes jest nieodłącznym elementem mojego dnia.

Od 2011 wszystko jest jedną wielką papką feelsów, począwszy od seriali i filmów, poprzez książki i zespoły, na youtuberach kończąc. Opisywanie każdego aspektu zajęłoby za dużo czasu, a i tak już się rozpisałam. Gorąco zachęcam resztę dziewczyn do zrobienia swojej wersji historii! :)


PS: Powrót Fall Out Boy to prawdopodobnie najlepsza wiadomość jaką kiedykolwiek otrzymałam, nowa piosenka przyprawia mnie o eargasm i w życiu nie byłam tak podekscytowana na nową płytę jakiegokolwiek zespołu *_*

__________________________________________

Since we received a request to write a post in English, that's what need to be done :)

So fangirling my story, as I said earlier, began with Winnie the Pooh. I was obsessed with the world of The Hundred Acre Wood, which I did not pass until now.

As a child I didn't like reading books, so when I did, it was something special. My first favorite book series was A Series of Unfortunate Events and it was the first book ever I fangirled. The series tells the story of the Baudelaire siblings whose parents died in a mysterious fire. Their uncle, Count Olaf, is trying to get to the heritage, first by marriage of the eldest sister, then by murder of the siblings. So you might wonder why 7-year-old girl would fangirl the series and dream about being a part of it.

I'd like to forget about next obsession, this is the time for me which I prefer not to mention. I'm talking about my six-month obsession with Twilight. I will not write much, it's enough to say that after a short time everything was back to normal and I started fangirl things worth it.

Music then became a big part of my life. I don't mean the music that plays in the radio, becuase listeling to it is just lazyness, in my opinion. I was going through some tough time in my life and I don't know where I'd be right now if there was no bands like Nirvana, Led Zeppelin or 
Green Day, which now I listen to rather occasionally. Music is still a big part of my life though and fangirling 
Arctic Monkeys, Muse or The Strokes is a permament element of my day. 

Since 2011 everything is one big mash of feels, from TV show and movies, through books and bands and ending
on youtubers. Describing every aspect of it would take too much time and I already wrote too much. I strongly 
encourage rest of the girls to do their version of the story! :)


PS: The return of Fall Out Boy back from hiatus is probably the best news I've ever received, a new song makes me 
eargasming and I've never been so excited for a new album by any band * _ *

Post!

(bu, wczoraj mi się nie chciało. Powiedzmy, że napisałam post ninja.)

Dzisiaj zjadłam jabłko.
~Elizabeth

piątek, 8 lutego 2013

Pierwszy post :D

Witam wszystkich! :) Widzę, że żadna z dziewcząt nie dodała dziś posta, więc troszkę nadrobię.

Dzisiejszy dzień.. Ogólnie zaczął się jak zwykle. Pobudka o 11:00, wysłuchiwanie mamy, że nic nie robię w domu, internet.. Wczoraj wieczorem zagroziła mi, że zabierze laptopa bo nic innego nie robię, ale przed chwilą wyznała, że po prostu zapomniała ;D Przynajmniej mi się upiekło :)

Właśnie jestem na etapie godzenia się z nowym planem lekcji i akceptacją faktu, że ferie dobiegają końca. A może to i dobrze? Przynajmniej będę miała co robić. Gorzej z porannym wstawaniem o 7:00..

Tak więc póki co tyle dzisiaj ode mnie... A nawet chyba wszystko ;D Odezwę się najprawdopodobniej jutro! :) /S

PS. Jak to dobrze, że K-POP istnieje :D

czwartek, 7 lutego 2013

Słowo wyjaśnienia

Miał być jeden post na dzień, ale dzisiaj będą dwa. Tak jak w tytule- słowo wyjaśnienia.
Jak ktoś już może zauważył, tam gdzie wcześniej była Elizabeth V., teraz widnieje sobie Unknown. Panowie z Google nie uwierzyli w moje istnienie, tłumacząc się, że takie imię i nazwisko nie ma racji bytu. No, proszę! To kto teraz, drodzy panowie, pisze? I nie zwalać mi, proszę, na jednorożce. Jednorożce są fajne i basta!
Wracając do tematu, stare konto usunęłam i odkopałam to. Kilka poprawek, zmiana nazwy i voila! Elizabeth jak się patrzy!
Wszystko wyjaśnione? Wyjaśnione. W takim razie kończę.
Z pozdrowieniami!
~Wasza Elizabeth :3

Historyczny moment nr 4!!

Ja się dołączam do podziękowań. To jest naprawdę wspaniałe, że tyle ludzi czyta nasz blog, chodź dopiero powstał on wczoraj! Naprawdę jest to bardzo miłe.

Mój dzisiejszy poranek był bez internetu, nie wiem jak to przeżyłam ;(. A tymczasem idę oglądac filmiki. Yaay!

Historyczny moment nr 3 + prawie pierwszy post :)

Kolejna setka wyświetleń za nami! :) Cudownie wiedzieć, że ktoś zagląda na naszego bloga mimo, że jest całkiem nowy :) To takie motywujące do dalszej pracy! Do zobaczenia przy 400 wyświetleniach! :)

Gdy będę miała chwilkę czasu, dodam pierwszy post na temat codziennego życia fangirli ;) A tymczasem zostawiam was w rękach reszty dziewcząt i mykam uczyć się nowego układu ;D K-POP jest taki piękny.. :)

...

Zanim zacznę chciałabym podziękować za tak ogromną ilość komentarzy. Owszem, jest to wspaniałe i motywujące, ale jednak nadal pozostaje dziwne. Blog nie istnieje nawet 24h, a pod każdym postem mamy komentarz. Poważnie, ludzie skąd wy o nas wiecie? xD
Teraz przejdę do części właściwej. Postanowiłam codziennie dodawać przynajmniej jeden post. Możemy to nazwać moim postanowieniem. Ciekawe ile wytrzymam?
...
Czyli... teraz czas na codzienny post? Zgoda. W takim razie czy ktoś z was zna Jeremy'ego Soule'a? To właśnie dzięki temu panu przestałam w każdej grze wyciszać ścieżkę dźwiękową. Zakochałam się w jego kompozycjach, które szczególnie pomagają w trakcie pisania. Owszem, pisania. Bo Elizabeth coś tam sobie skrobie wieczorami. Głównie jest to fantastyka, chodź nie gardzę też innymi gatunkami. Próbuję wszystkiego. Kto wie, może nawet kiedyś coś tu wrzucę i sami ocenicie?
Trzymajcie się!
~Elizabeth

Historyczny moment nr 2 + Kat

Dobry wieczór!
Dzięki wszystkim za kolejne sto wyświetleń, oby tak dalej! (*^3^)/~♥
Tymczasem, ja jestem Kat i nie mam pojęcia co o sobie napisać. Zwykłam fangirlować postacie fikcyjne, szczególnie te narysowane i napisane. Życie spędzam głównie na jedzeniu, spaniu i internecie.
Miłego dnia.

Pierwszy dzień za nami!

Mówią, że pierwszy dzień i pierwszy post to najgorsze co może spotkać bloggera. Jak widać, nam udało się to przezwyciężyć i z nowymi siłami stajemy do walki! Jeśli nasz blog wam się podoba, piszcie w komentarzach! Będziemy zobowiązane.

środa, 6 lutego 2013

Dzień dobry, cześć i czołem!

Witam wszystkich! Nałogowo fangirluję od kilku lat, począwszy od zespołu US5, poprzez koreański boysband Super Junior oraz One Direction a kończąc na bracie mojej koleżanki ^_^ Miłej zabawy w naszym gronie! :)

Juliet

Nazywam się Juliet J, cierpię na fangirlizm od około 12 lat, a moją pierwszą obsesją był Kubuś Puchatek. Aktualnie fangirluję zespoły, seriale, zwierzęta, książki oraz youtuberów, przez co nie mam czasu na cokolwiek innego. Benedict Cumberbatch jest tym jedynym, zaraz obok Alexa Turnera i Nicholasa Houlta.

Mam wielką nadzieję, że czytanie naszego bloga będzie równą przyjemną stratą czasu, jak jego tworzenie :)

Elizabeth

Moje imię pozostanie tajemnicą dręczącą was po nocach. Możecie jednak zwracać się do mnie Elizabeth. Interesuję się jednorożcami, wróżkami i magią. Fangirluję odkąd Leonidas pokazał mi swoją klatę.
Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić na naszym blogu! :3

Hello internet

Witajcie na blogu pisane przez fangirle dla fangirli.

Nazywam się Caroline K. i jestem fangirlem od 14 lat. Fangirluję youtuberów, seriale, filmy i ładnych ludzi. Jestem no lifem, ale lubię swoje życie :D. Tak więc, jak na razie to tyle o mnie.

Życzę miłego dnia!

Historyczny moment...

Dziękujemy za sto wyświetleń! :) Trzymajcie się ciepło!
post