W tym miesiącu będzie trochę inaczej. Nie miałam czasu oglądać zbyt wielu filmów, więc pozwoliłam sobie napisać post, który miejmy nadzieję przybliży wam tego niezbyt popularnego, lecz zdecydowanie wartego uwagi reżysera- Xaviera Dolana.

Pierwszy raz miałam z nim styczność poprzez Zabiłem moją matkę. Stało się to całkowicie przypadkiem, jednak był to przypadek zdecydowanie szczęśliwy. Zakochałam się w filmie od pierwszej sceny. Film opowiada o skomplikowanych relacjach 16-letniego Huberta ze swoją matką. Marzy on o świecie dorosłości,
o byciu niezależnym, jednocześnie jednak chciałby powrócić do dzieciństwa, kiedy relacje jego i jego matki były o wiele bliższe. Z tego powstaje niezliczona ilość kłótni i zawodów. Hubert jednak nie jest w tym wszystkim sam. Ma chłopaka, Antonina, a jego nauczycielka francuskiego staje się jego najbliższą przyjaciółką. Temu wszystkiemu towarzyszą cudowne ujęcia, niesamowity soundtrack i niezliczona ilość wzruszających scen. Sam film oparty jest na życiu autora, który nie tylko wyreżyserował film, ale również napisał scenariusz i zagrał główną rolę. Tak więc zrobił on film o sobie i zagrał sam siebie. To się nazywa samowystarczalność.
Kolejnym filmem wartym uwagi jest zdecydowanie jego drugie dzieło, nazwane Wyśnione Miłości. Opowiada on historię dwójki przyjaciół, Francisa i Marie oraz ich nowego przyjaciela, Nicolasa, w którym oboje się zakochują. Trudno się im dziwić, wygląda jak grecki bóg (sprawdźcie sami, grany jest przez Nielsa Schneidera). Wynika z tego masa różnych, nieciekawych sytuacji, które prowadzą do... specyficznego zakończenia. Nic więcej nie wyjawię, chociaż ponownie trzeba wspomnieć o fenomenalnych zdjęciach i muzyce, które towarzyszą wszystkich trzem filmom Dolana, jakie się do tej pory ukazały.Jako ostatni opiszę jego najnowszy film, na którego zobaczenie czekałam prawie 2 lata. Warty był jednak oczekiwania. Jest to wręcz niebiańska 3-godzinna uczta dla oczu i duszy. Nie będę się powtarzać o idealnej części wizualnej czy słuchowej, warto natomiast wspomnieć, że jest to pierwszy film Dolana, w którym nie gra głównej roli. Opowiada on o Laurencie, który w dniu swoich 30-tych urodzin wyjawia swojej dziewczynie, Fred, że ma dość życia w kłamstwie i że tak naprawdę jest on kobietą (w mentalnym sensie). Temat zdecydowanie nie jest łatwy, chociaż mnie osobiście nie przeszkadzał ani trochę. Jest to zdecydowanie jego najlepsze dzieło pod względem kunsztu reżyserskiego, chociaż nie wiem, czy jest moim ulubionym. Produkcja filmowa ta zdecydowanie mnie poruszyła i wzruszyła, a para głównych bohaterów stała się moim OTP.
Reasumując... Idźcie. Zobaczyć. Te. Filmy. Teraz. Już.
________________________________________________________________
PS: Taaak, wiem, że już jest niby kwiecień ale jestem leniwą ciotą... Możemy udawać, że jestem w innej strefie czasowej, w której jest jeszcze marzec? Proszę...?


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz